TRAVELER !!!


Link 11.01.2011 :: 13:20
Miło mi poinformować że dwa moje zdjęcia zostały zamieszczone w miesięczniku National Geographic Traveler.
Bardzo się cieszę z tego faktu i liczę że będzie to początek dalszej owocnej współpracy.
Na zdjęciach Szymon Styrczula oraz Tomek Wojnar.



Pozdrawiam.


Pełen Folklor


Link 12.01.2011 :: 12:29









Pozdrawiam.


T-LOVE w Zakopanem


Link 20.01.2011 :: 15:20



Pozdr.


Kończysta


Link 23.01.2011 :: 15:54







Pozdr.


Liban - dzień 1


Link 26.01.2011 :: 08:28
No i jesteśmy w Libanie.
Oczywiście nie obyło się bez problemów :)
Musieliśmy czekać na nasze narty i deski ponieważ zagubiły się gdzieś w Francji.
Na szczęście po dwóch godzinach nasz sprzęt dotarł na miejsce.
Wypożyczyliśmy najmniejszy i najtańszy samochód w ofercie lokalnej wypożyczalni samochodów i wyruszyliśmy na poszukiwanie naszego hostelu.
Na drogach Bejrutu nie obowiązuje chyba żadne prawo, wszyscy jadą jak chcą i gdzie chcą nie wykluczając jazdy pod prąd, a na czerwone światło reagowaliśmy chyba tylko my .
Pierwsze spotkanie z w pełni opancerzoną blokadą drogową wprowadziło w nas spory niepokój. Do widoku tego jednak szybko można się przyzwyczaić.
Tutaj na każdym skrzyżowaniu stoi mały wóz opancerzony z działkiem na dachu w towarzystwie dwóch Hammerów i ciężarówki załadowanej wojskiem.
Znalezieni hostelu zajęło nam ok. 2h. I chociaż zazwyczaj takie krążenie doprowadza do szału, tutaj jednak jazda po zakamarkach stolicy Libanu dostarcza tyle wrażeń że czas ten szybko nam minął.
Hostel jak hostel mały obskurny pokoik i wspólna toaleta. Towarzystwo międzynarodowe i właściciel z kumplami grający w karty, oczywiście w między czasie popalając sziszę.
Szybko się rozpakowaliśmy i wyruszyliśmy na miasto.
Tu jednak spotkało nas małe rozczarowanie. Wczoraj i dzisiaj w większych miastach Libanu miały miejsce małe rozruchy co spowodowało że główny deptak w Bejrucie na co dzień tętniący życiem dzisiaj świecił pustkami.
Wejście do centrum nie obyło się oczywiście bez kontroli wojska.
Spacerowanie po opustoszałych uliczkach z wyraźnie w powietrzu wyczuwalnym niepokojem nie należy do najmilszych.
Wróciliśmy więc w okolice hostelu gdzie w małym barze spożyliśmy pyszną kolację w postaci krewetek z musztardą i pizzo-naleśnika.
Tutaj też dowiedzieliśmy się że takie sytuacje jak ostatnio mają w Libanie miejsce stosunkowo często i po dwóch dniach sprawa powinna się wyklarować.
Zaopatrzeni w lokalne piwo "Extra" o mocy 9% poszliśmy do hostelu.
Podjęliśmy decyzję że jutro wyjeżdżamy w góry a tutaj pokręcimy się jeszcze po powrocie kiedy miejmy nadzieję sytuacja się troszkę ustabilizuje.










Pozdrowienia.


Dzień 2


Link 27.01.2011 :: 20:28
Na początku chciałem wszystkich zachęcić do kupna RedBulletin który ukazuje się zawsze w pierwszy wtorek każdego miesiąca, tam też będzie można oglądnąć foty z naszego wyjazdu.
Póki co nie chcę publikować zdjęć aż do publikacji.

Poniżej tekst który przygotowaliśmy wam wczoraj.
W między czasie padła nam ładowarka od laptopa i okazało się że w naszym hotelu za 40$ oprócz internetu nie ma też ogrzewania :)

Faraya Mzaar to największy i najpopularlniejszy ośrodek narciarski w Libanie.
Przyjeżdżają tu narciarze z całego Półwyspu Arabskiego i nie tylko :)
Dotarcie tutaj z Bejrutu okazało się dosyć proste, staraliśmy się po prostu cały czas jechać w górę. Na znaki drogowe tutaj nie ma co liczyć,
Pogoda dzisiaj niestety nam nie dopisała, przez cały dzień padał deszcz a w wyższych partiach dodatkowo panowała mgła.
Co ciekawe w Libanie we mgle jeździ się na światłach awaryjnych.
Po drodze zaliczyliśmy szybki obiadek w postaci "Falafal" i szormy.
Całą drogę umilają dziwne formacje skalne zdobione krzyżami i kapliczkami.
Podczas fotografowania jednego z takich widoczków dopadła nas para orzeszkowców. Orzeszkowce - bo tak ich nazwaliśmy to arabowie jeżdżacy samochodami z otwartymi bagażnikami w których mieści się orzeszkowy supermarket. Po krótkiej darmowej degustacji postanowiliśmy się Panom odwdzięczyć i coś kupić, tutaj jednak popełniliśmy błąd. Po frywolnym dobieraniu przysmaków, po pół kilo każdy zachęcani hasłami "no problem mister" oraz "gut prajs" poprosiliśmy o podliczenie. Rachunek wyniósł 120,000 lirów po przeliczeniu 75$, szybko więc odłożyliśmy najdroższe produkty i zeszliśmy do kwoty 15$ za dwie reklamówki pysznych pistacji, oraz kieszeni pełnych próbówek.
Dotarliśmy na miejsce, śniegu nie brakuje chociaż lokalni mówią że to jeden z gorszych sezonów zimowych. Postanowiliśmy poszukać jakiegoś noclegu, niestety ceny tutaj powalają na kolana. 150$ - 250$ dolarów tutaj to standard, my założyliśmy że nie przekroczymy kwoty 60$ za noc. Po paru nie udanych negocjacjach będąc już prawie pewni że to się nie uda, wspaniałomyślny Szymon wpadł na pomysł żeby uderzyć do najlepiej wyposażonego sklepu narciarskiego i opowiedzieć im co my tutaj robimy, oni natomiast zachwyceni naszym przedwsięwzięciem zaproponują nam nocleg i pomogą przy zorganizowaniu sesji narciarskiej. Tak, tak też się z Józkiem śmialiśmy, za moment idziemy spać w hotelu za 45$ za noc a pojutrze na narty uderza z nami szajka lokalnych wymiataczy.

Ps. 0,7 Grantsa kosztuje tutaj 8,3$.




Liban c.d


Link 31.01.2011 :: 14:04
Niestety z powowdu slabego dostepu do internetu musialem zawiesic moja dzialalnosc blogowa.
Fotki i ciag dalszy przygod po powrocie.

Zapraszam.


Archiwum

2017
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2016
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2015
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2014
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2013
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2012
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec

Linki

FOTONOVA

Znajomi

Braciszek Rzankowski Japcok

Księga gości

Wyślij wiadomość

MAIL

Marcin Kin

Utwórz swoją wizytówkę

Prawa Autorskie Zastrzeżone. Marcin Kin.

powered by Ownlog.com & Fotolog.pl